„Hipokryzja sakramentalna”

 

W ostatnich dniach jestem poruszony tym, co usłyszałem od kilku duszpasterzy. Otóż, dwa dni po I Komunii Świętej rodzice w kilku parafiach wypisały swoje dzieci z religii. Same dzieci z klasy były nie tylko zaskoczone, co smutne i nieakceptujące decyzji. Co więcej, same wypisane dzieci płakały. Jak to nie tyle ocenić, co zinterpretować? Zacząłem się za te rodziny modlić, bowiem uprzedzenia rodziców krzywdzą dzieci. Czy rzeczywiście taka postawa jest do zaakceptowania? Nie chcę używać przesadnych słów, ale jest mi bardzo smutno. Zawsze smuci mnie hipokryzja. Nie oceniam, ale jednocześnie nie rozumiem i czuję wewnętrzne rozczarowanie takimi postawami.

 

W tym kontekście myślę, że czeka nas coraz więcej „hipokryzji sakramentalnej”. Rozumiem przez to traktowanie sakramentów instrumentalnie. A więc podejście bez wiary, bez odpowiedzialności, bez patrzenia na konsekwencję. Powstaje w naszej ojczyźnie zjawisko „zaliczania” różnych rzeczy bez pogłębionego podejścia.

 

Aleksander Sołżenicyn w utworze „Odział chorych na raka” napisał, że „można urządzać sobie kpiny z wszelkiego rodzaju cudów, dopóki jesteśmy zdrowi i silni, dopóki cieszymy się szczęściem, ale jeśli życie tak się skomplikuje, tak zostanie zaklinowane, że tylko cud nas może uratować, to zaczynamy wierzyć w ten jedyny, ten wyjątkowy cud”! Igranie z Bogiem jest bardzo niebezpiecznym podejściem do życia, bowiem wtedy człowiek próbuje się stać równym Jemu. Przykro, że coraz więcej naszych rodaków zaczyna nonszalancko podchodzić do wiary. Będąc katolikiem, nie można oddzielać wiary od Kościoła, nawet jeśli On jest w kryzysie, a niektórzy Jego przedstawiciele skompromitowali się. Nie zostawiajmy Kościoła – rodziny, wspólnoty! Tak bardzo potrzebna jest jedność, stawanie w prawdzie, także nas duchownych.