Polska – zespołowa porażka?

 

Przeżywamy zaległe mistrzostwa Europy w piłce nożnej 2020. Wyniki naszej reprezentacji, delikatnie mówiąc, nie zachwycają. Kolejna kompromitacja, czy gorzka prawda o zespołowej grze i stanie polskiej piłki nożnej? Pewnie, jedno i drugie. Szkoda jednak nas kibiców, którzy zawsze z taką nadzieją siadają przed ekranami, aby po raz kolejny łudzić się, że będzie lepiej. W związku z powyższym, mam parę gorzkich refleksji.

 

Po pierwsze, nie da się wygrać meczów z jednym zawodnikiem. Nawet jeśli to jest najlepszy piłkarz świata, to bez pomocy innych  nic nie wskóra. Wydaje mi się, że po prostu nie ma wspomagania, na wysokim poziomie pomocników i obrońców. Patrząc na grę „naszych”, rodzi się we mnie frustracja pomieszana z rozczarowaniem.

 

Po drugie, gra naszej reprezentacji ukazuje brak pomysłu na cały mecz. Wiele przypadkowych zagrań, brak zgrania lub kompromitujące kiksy dowodzą stanu naszej narodowej reprezentacji. To gorzka prawda, ale trudno z nią polemizować.

 

Po trzecie, zastanawiam się nad tym, czy nie mamy za dużych oczekiwań wobec naszych sportowców. Są pewne dyscypliny, w których cudów nie będzie. Widać to po zespołach polskich grających w europejskich pucharach. Mamy wybitnych pojedynczych piłkarzy, ale dość przeciętne zespoły.

 

Powstaje więc pytanie: co dalej? Mówi się, że trening buduje wewnętrzne wartości, wzmacnia. Trening uczy szacunku i wiary w własne możliwości. Może właśnie takiego podejścia potrzeba zawodnikom, trenerom i nam kibicom? Warto pamiętać o znanym powiedzeniu: Żeby być mistrzem, musisz wierzyć w siebie. Tylko wiara jest w stanie przenosić góry. To ja idę dalej oglądać przynajmniej fragmenty meczów, aby podziwiać innych!