Prywatność odpoczynku

 

W ostatnich kilku dniach, wielu w Polsce komentuje zdjęcia z urlopu kardynała Stanisława Dziwisza. I tak sobie myślę, jakie są granice prywatności osób publicznych? Przykre, że starszego człowieka wystawia się na widok publiczny, aby go wyśmiewać, krytykować i radzić mu w sposób tendencyjny. Pomijam wszystkie podejrzenia, oskarżenia i domysły wobec kardynała. Chodzi mi o sam fakt wkraczania w prywatność. Czy człowiek, wobec którego nie postawiono jeszcze żadnych oskarżeń, a są tylko poszlaki i donosy, nie ma prawa do odpoczynku? Czy w takiej sytuacji, kardynał Stanisław powinien zamknąć się w kaplicy i pokutować? Tak zrobiliby politycy, dziennikarze i rzesza szyderców?

 

Jestem przekonany, że w albumie każdego z nas są zdjęcia prywatne, które nie chcielibyśmy, aby ktoś publicznie oglądał i to nie dlatego, że są obsceniczne, ale dlatego, że są nasze, intymne, ukazujące prywatne życie. Czy więc rzeczywiście jesteśmy skazani na podglądanie?

 

Inną sprawą jest interpretowanie upublicznionych zdjęć. Wydaje się, że insynuacje nie tylko wobec kardynała, ale wielu (nie tylko duchownych, także polityków, artystów i zwykłych nieznanych osób) są paskudne. Każdy gest to podejrzenie, każda okoliczność to potwierdzenie domysłów. Doczekaliśmy się czasów strasznych.

 

Pamiętam jak przed kilku laty byłem w sklepie, by kupić cukier. Kupiłem wtedy 5 kg, aby ciągle nie myśleć o kupnie. Spotkałem tam parę osób, znajomych z widzenia. Parę dni później dowiedziałem się, że dlatego jestem gruby, bo dużo słodzę i kupuję hurtem cukier. Może jestem pasibrzuchem, ale niewiele jem, a mam taką przemianę materii. A czemu to komuś przeszkadza?

 

Oczywiście, każdy ma prawo do robienia zdjęć, ale też każdy ma prawo do prywatności. Jak to mówi się ostatnio: „strach się bać”.