„Dekalog” dobrego wychowania (5).

Wychowawczy kompromis.

 

Niech wprowadzeniem do omówienia tej zasady będzie pewien „filozoficzny” przykład. Istnieje bowiem taka powiastka o dialogu krzesła z fotelem, która posiada ciekawy morał. Otóż, tak się złożyło, że obok siebie od dłuższego czasu stały: zwykłe drewniane krzesło i wygodny wyścielany fotel. Nietrudno się domyślić, że ten drugi mebel cieszył się większym powodzeniem – ludzie jakoś zawsze woleli odpowiednią część ciała lokować na fotelu niż na krześle. Trzeba przy tym zaznaczyć, że krzesło było jeszcze zdrowe i chętne do służby. Pewnego wieczoru odezwało się więc w koleżeńskim tonie do fotela: – Dlaczego ludzie cię tak faworyzują? Od czego to zależy? – Bo widzisz – uśmiechnął się szelmowsko fotel – ja jestem giętki i poddaję się zawsze naciskowi z zewnątrz.

 

Sztuka kompromisu polega na pewnej „giętkości” w zachowaniu, postawach czy wyborach. Trzeba pamiętać, że kompromis towarzyszy w życiu każdemu z nas, jednak, aby był wychowawczy, muszą zaistnieć pewne warunki.

 

I tak, kompromis domaga się najpierw dialogu. Jak pisze ks. A. Skreczko, dialog wychowawczy powinien być oparty na podstawowych zasadach dialogu, gdzie słuchanie ma pierwszeństwo przed mówieniem; rozumienie ma pierwszeństwo przed osądzaniem; dzielenie się doświadczeniem ma pierwszeństwo przed pouczaniem. Aby mógł on zaistnieć w wychowaniu, potrzebna jest otwartość i umiejętność słuchania drugiej osoby.

 

Dialog wychowawczy jest także nieodłącznie związany z empatią, która warunkuje jego przebieg, ale także poprzez dialog zostaje sama pogłębiona. Empatia umożliwia pokonanie głównych przeszkód w komunikacji z dzieckiem. Przeszkody te wynikają bowiem przede wszystkim z odmienności naszych spojrzeń i przeżyć, czyli z subiektywnej percepcji rzeczywistości. Unikamy wtedy niepotrzebnych sporów czy konfliktów. Słuchanie empatyczne umożliwia nawiązanie pogłębionego kontaktu z synem czy córką. Wczuwanie się w myśli i przeżycia dziecka umożliwia poznanie jego sposobu bycia w tym świecie. Nie może istnieć prawdziwa więź rodzinna, więź wychowawcza czy przyjaźń bez zdolności empatycznego wczuwania się w świat myśli i przeżyć drugiej osoby.

 

Mówiąc o kompromisie w wychowaniu, nie można także zapominać o umiejętności dystansowania się do siebie przez samych rodziców. Taki dystans do siebie prezentował przez całe swoje życie Jan Paweł II, o czym mogą świadczyć liczne anegdoty. Oto kilka z nich:

 

W połowie lat 90. Jan Paweł II zaczął mieć coraz większe kłopoty z chodzeniem. Przejście dłuższego odcinka zajmowało mu coraz więcej czasu. W roku 1994 odbywał się w Rzymie Synod Biskupów. Pewnego dnia Papież z trudem i powoli szedł do stołu prezydialnego, a wszyscy zebrani biskupi stali czekając, aż zajmie miejsce. Gdy wreszcie zajął miejsce, zamruczał pod nosem, co wyłapały mikrofony: „Eppur si muove” („A jednak się porusza”… Zdanie przypisywane Galileuszowi). W tym kontekście rozładowało to atmosferę wśród zebranych. 

 

Zwłaszcza przez ostatnie lata dziennikarze nadmiernie interesowali się stanem zdrowia Ojca Świętego. Wiadomo, ile spekulacji – nie zawsze życzliwych – pojawiało się na ten temat w prasie. Pewnego razu Papież, pytany przez dziennikarzy o zdrowie, odpowiedział żartobliwie: „Nie wiem, nie zdążyłem jeszcze przeczytać porannej prasy”.

 

Jan Paweł II żartobliwym powiedzeniem dotyczącym swojej osoby potrafił pokazać, że nie on jest najważniejszy, ale Ten, któremu służy. W czasie wizyty w Ameryce Południowej zażartował: „Słyszę, jak chłopcy, którzy sprzedają moje podobizny wołają: – Un papa per due colone. – Myślę, że warto znać swoją cenę” (papiez.wiara.pl).

 

Kolejnym ważnym elementem w realizowaniu zasady wychowującego kompromisu jest określenie roztropnych granic ustąpienia. Zbytnie lub daleko idące ustępowanie niesie ze sobą groźbę pobłażliwości. Nadmierna pobłażliwość nie jest już kompromisem i czyni wychowawcę bezradnym wobec problemów wychowawczych. Rodzi się wtedy niekonsekwencja, która nie ma nic wspólnego z wychowawczym kompromisem. Pobłażliwość rodziców, brak „treningu” do życia z zasadami mogą być źródłem przemocy. Dorosły, który nie stawia wymagań, nie odmawia, nie wyraża opinii, nie wymaga też tego od dziecka. Dziecko, naruszając zasady, nie ponosi tego konsekwencji, a tak źle pojęty kompromis przeradza się w błąd wychowawczy.

 

Trzeba pamiętać, że wychowujący kompromis w rodzinie to także przykład samych rodziców jako małżonków. Dzieci, obserwując mamę i tatę, którzy potrafią wzajemnie się dogadać, same wchodzą na drogę kompromisu.

 

Dziecko obserwujące własnych rodziców, którzy szukają i znajdują rozwiązania kompromisowe, jednocześnie coraz bardziej przekonuje się do takich postaw i preferuje je w swoich wyborach.