Pandemia u samotnych

 

Czy pandemia zmieniła coś w życiu osoby, która mieszka sama, a bliscy są dalej czy bliżej lub w ogóle ich nie ma? Myślę, że tak. To co teraz napisze wynika z rozmów telefonicznych, mailowych, a także tête-à-tête. Oto wnioski. 

 

1. Bycie osobą samotną w pandemii uświadomiła wielu, że tak ważne jest, aby był ktoś, kto ewentualnie pomoże, wesprze, pocieszy. Bycie samotnym z wyboru, z przymusu, ze zbiegu okoliczności sprawia, że trzeba sobie samemu radzić. Pandemia pokazała, że wielu samotnych umiała to zrobić, ale nie wszyscy.

 

2. Pandemia przyniosła też wiele myśli na temat kruchości życia. I nie chodzi tu o myśleniu o własnym odejściu. Jakże wiele było informacji, że ktoś ze znajomych, sąsiadów, rodziny nie żyje. Wirus zrobił swoje. Wiem jednak, że dla niektórych było to przybijające. Szczęśliwi ci, żyjący samotni, którzy mają rodzeństwo, przyjaciół, dobrych sąsiadów.

 

3. Niepokój, wobec tego, co się wydarzy, przynosiło pewnego rodzaju niepewność, a nawet labilność emocjonalną. Powstało więc pytanie, gdzie dać upust swoim niekochanym, niechcianym uczuciom i emocjom? Znam wielu, którzy znaleźli ukojenie na modlitwie. Znam także osoby, które nie poradziły sobie ze sobą. Stany „poddepresyjne” źle wpłynęły na ogólną kondycję psychiczną.

 

4. W czasie pandemii wiele osób samotnych pokazało swoiste bohaterstwo. Zapomnieli o sobie. Skoncentrowali się na wsparciu innych. To pomaga przetrwać i popatrzeć na życie z innej perspektywy – z perspektywy człowieka potrzebującego. To niezwykle cenne odkrycie 
„na nowo”.

 

Trwajmy w nadziei! Przecież jest z nami Bóg!